Tryliony kropel pędząc z wysoka w różnych kierunkach, galopem na wietrze, to armia jesieni, nie budzi do życia. Wiatr jest więc mokry farbuje drzewa, farbuje bądź goli powoli do zera. Z wiatrem są chmury, liście to ptaki, wirują na wietrze, lecą daleko. Ciche rozmowy, przydrożne kafejki, skrzą się w półmroku z bruku alejki. Dziś tłumy ludzi jak jacyś wędrowcy, w głębokiej zadumie i gęstej szarości. Brody nam rosną dziś jakby szybciej, wszystko starzeje się w mgnieniu oka, już wkrótce są chłody pokrywa głęboka. Tłuste konary ogołoci zima, rezerwuary wody skostnieją od zimna.
Leave a Reply