Dziś chmury rozpłynęły się jak rozlane mleko po niebie. Brak tu kontur. Wysoko nad zieloną trawą króluje bezbrzeżna szarość. Zupełnie wyłysiałe drzewa tkwią jeszcze korzeniami w zimie. Zgarbiona i bezsilna trawa otwiera jedno oko spoglądając na horyzont. Czy wiosna już nadchodzi? Tylko niektóre liście zwinięte w trąbkę przetrwały tę porę. Wśród nich zmarznięta mała myszka przemknęła paplając się w błocie. A jednak jest pięknie, jest naprawdę pięknie, jest inaczej. Na brzegu spienione zimne fale, nie ma ludzi. W głębokim lesie drepczą w ciszy głodne jeże. Na wzniesieniach dalekowidzące oczy pogrążone w zadumie, a ciało w przeszywającym chłodzie. Wiatr tu trawy nie czeszę, a chmury się jeszcze nie narodziły. W pięciolinii horyzontu melodia wron cudnie pasuje. Wśród łysych zziębniętych koron tłumnie wirują. Chłód, szarość i tak głęboki spokój, chciałoby się rzec wynikający z zimna. Ach to kołysanka i cudna muzyka, przy której piękna zima swe senne oczy zamyka.

Leave a Reply