Szafranowe słońce prasuje swe chmury. Blask jak warowny diamentowy mur nie pozwala na nie patrzeć z góry. Wijące się ulice powoli znikają w bieli, w błyszczących w dole perłach ludzie o nas nie wiedzieli. Chmury jak baranki pląsają na nizinach. Granic by widzieć tu nie ustawiono. W zupełnej pustce blask nas otula. Poruszamy się szybko. Kawa smakuje.
Leave a Reply